#DLADZIECKA #DLAMAMY

Halloween okiem dietetyczki i psychodietetyczki – nowy PODCAST!

slodycze na Halloween w sloiku
Czas czytania 45 minut
5/5 - (1 vote)

To jest transkrypt odcinka o Halloween. Zapis rozmowy z Natalią Ligenzą @szybka_i_wolna.


Czy możesz wyobrazić sobie podcast, który byłby nagrany na totalnym luzie, z rozbrajającą szczerością, a przy tym profesjonalnie i merytorycznie? Dobra wiadomość – nie musisz już sobie tego wyobrażać, bo taki odcinek właśnie powstał! Opowiedziałyśmy w nim swoje historie, podzieliłyśmy się naszymi spostrzeżeniami i udzieliłyśmy kilku praktycznych wskazówek.

Halloween jest od lat moją bolączką. Temat ten przewija się u nas, odkąd moja starsza córka osiągnęła wiek przedszkolny. Mieszkamy w Austrii, a tutaj Halloween jest zdecydowanie huczniej obchodzone niż w Polsce. A dlaczego w ogóle Halloween było moją bolączką i czy nadal jest? Dowiesz się właśnie z tego odcinka!

Nagrałam go z wyjątkową gościnią, która do tego tematu wydała mi się najlepszą osobą spośród wszystkich znanych mi osób. Moim zdaniem, ta rozmowa jest superciekawa, otworzyła mi oczy na wiele spraw i zmieniła trochę podejście do Halloween. Odcinek nagrałyśmy na totalnym luzie, ale mówiłyśmy o tematach niezwykle ważnych.

Dowiesz się z niego nie tylko tego, co jako profesjonalistki, ale też jako mamy sądzimy o słodyczach w diecie dzieci, ale również tego, jakie podejście do słodyczy mają placówki edukacyjne w naszych krajach. Jeżeli ciekawi Cię, na czym polega strategia dobrej wiedźmy, co to jest test pianki albo jak wygląda polityka zwrotów w Austrii, Polsce czy w Stanach Zjednoczonych – koniecznie wysłuchaj tej rozmowy!

A jeżeli Halloween nie jest dla Ciebie problemem i sama nie wiesz, o co tyle krzyku, to również zapraszam Cię do tego podcastu. Przynajmniej się pośmiejesz ;-).

Tutaj możesz odsłuchać odcinek.

Dietetyka Praktyczna Podcast na Spotify

Możesz też zasubskrybować mój podcast DIETETYKA PRAKTYCZNA na Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts i innych platformach podcastowych.

Ponieważ szczerze wątpię, by ktokolwiek doczytał ten transkrypt do końca, kluczowe pytania pozwolę sobie zadać tu i teraz. Czy tam, gdzie mieszkasz, Halloween jest obchodzone hucznie czy raczej przemija niezauważenie? Co o tym myślisz? Czy masz jakieś swoje strategie na ten dzień, czy uważasz, że są one nie na miejscu? Daj znać, czy podobał ci się ten odcinek i czy taka forma nagrywania podcastu (z udziałem gościa) jest dla Ciebie bardziej atrakcyjna, czy jednak wolisz odcinki solowe?

Możesz napisać tutaj, w komentarzu lub na Instagramie, pod postem dotyczącym tego odcinka.

okladka podcastu dietetyka praktyczna halloween okiem dietetyczki
Zajrzyj do posta dotyczącego tego odcinka i daj znać, co myślisz!

Tekst transkryptu jest baaardzo długi. Dlatego podzieliłam go na „mniej więcej” tematyczne fragmenty. Mniej więcej, dlatego, że w trakcie rozmowy pojawiło się sporo dygresji ;-). Ale jeżeli interesuje Cię jakieś konkretne zagadnienie, a pozostałe nie, to już wiesz, w którym miejscu szukać ;-). Na końcu znajdziesz też link do pobrania wersji pdf, jeśli np. wolisz przeczytać sobie tekst na czytniku e-booków lub wydrukować.

JAK WYGLĄDA HALLOWEEN W USA???

JAK WYGLĄDA HALLOWEEN W AUSTRII??

CO MYŚLIMY O HALLOWEEN JAKO MAMY?

MOJE PIERWSZE HALLOWEEN NA EMIGRACJI

HALLOWEEN A SŁODYCZE

„STRATEGIA DOBREJ WIEDŹMY”

SŁODYCZE W DIECIE DZIECI – KIEDY I ILE?

„TEST PIANKI”

MOJE STRATEGIE NA HALLOWEEN

HALLOWEEN OCZAMI MALUCHA

„ZŁOTE RADY” OD DIETETYCZKI I PSYCHODIETETYCZKI

CZY ZDROWE ŻYWIENIE DZIECI JEST PROSTE?

DIETA „AMERYKAŃSKA” I JEJ KONSEKWENCJE

A MOŻE BY TAK ZASERWOWAĆ DZIECIOM „ZDROWE” SŁODYCZE?


ZACZYNAMY!

Adrianna: Cześć Natalia! Na wstępie chciałabym ci bardzo podziękować, że zgodziłaś się wziąć udział w moim podcaście. ten temat chodził mi po głowie już bardzo długo. Początkowo planowałam nagrywać sama, ale któregoś dnia zadałam sobie pytanie: “A co by było, gdybym zaprosiła kogoś do rozmowy?”. Kiedy tylko przyszło mi to do głowy, od razu pomyślałam sobie o tobie, bo kto mógłby być lepszą osobą do tego tematu niż ty? A dlaczego?  Na to pytanie ty odpowiedz naszym słuchaczom. Kim jesteś, czym się zajmujesz i skąd do nas przyjechałaś?

Natalia: Ja nadaję prawie z drugiego końca świata, tak teoretycznie rzecz biorąc. I coś mi się wydaje, że zaprosiłaś mnie do tego podcastu dlatego, że mieszkam w Stanach. I gdybym tak wyjrzała teraz przez okno, co jest niemożliwe, bo tutaj wszędzie są siatki, to dookoła zobaczyłabym dużo dekoracji halloweenowych, a też o tym między innymi będziemy dzisiaj rozmawiać. 

Ja nazywam się Natalia Ligenza, pracuję jako psychodietetyk, jako trenerka biegania i jako copywriterka – takie trzy w jednym, bo zawsze ciężko mi się zdecydować na jedną rzecz, więc działam na trzy fronty.

I dzisiaj będziemy rozmawiały najpewniej o tej pierwszej części. Skoro tutaj jestem, to tak podejrzewam. (śmiech)

Adrianna: Tak, będziemy rozmawiały o Halloween. O tym, jak wygląda Halloween w Stanach, jak wygląda Halloween u nas, w Austrii, no i jak sobie z tym radzić. Jak my sobie z tym radzimy, jak wyglądały nasze strategie na Halloween jako mam małych dzieci i jak przetrwać po prostu. Tak że bardzo się cieszę, że mimo różnych technicznych niedogodność udało nam się w końcu spotkać. U mnie jest godzina 7 rano, u ciebie jest godzina…

Natalia: 23. (śmiech)

Adrianna: Miejmy więc nadzieję, że dzisiejszej nocy skończymy to nagranie. (śmiech) Powiedz na początek, Natalia, jak wygląda Halloween w Stanach, bo wyobrażam sobie, że to jest wielkie święto tam…

JAK WYGLĄDA HALLOWEEN W USA???

Natalia: Dobra, więc odpowiadając na twoje pytanie, wiadomo, że w Stanach zawsze jest odpowiedź “to zależy”, ale to by była nuda. Generalnie to świętowanie Halloween zaczyna się już de facto trochę wcześniej niż ta jedna noc. Można powiedzieć, że cały październik już coś się dzieje w tym temacie. A ci, którzy się nie mogą doczekać, zaczynają już pod koniec września, ja tego osobiście strasznie nie lubię. Dlatego, że właśnie w ostatni tydzień września pojawiają się już pierwsze dekoracje. No i w sklepach oczywiście wiadomo, już motyw halloweenowy się przewija, więc moje dzieci przez pierwsze parę paręnaście dni biegają dzień w dzień w kostiumach halloweenowych przekonane, że to już. Więc zawsze przechodzę tę samą fazę takiego wczesnego przygotowania do Halloween. No, ale oczywiście marketingowo ten temat jest już wykorzystywany, więc się dzieje.

Około miesiąc przed już pierwsze domy są dekorowane i potem przez właściwie cały październik są przeróżne eventy połączone z Halloween, czyli w różnych sklepach, w różnych miejscach w miastach, poza miastami, gdzieś ten temat się przewija w różnej postaci. Szkoły robią też takie eventy oparte na Halloween, czasami dzieciaki przychodzą w strojach do szkoły. Przykładowo, teraz w mojej szkole, tzn. w szkole mojej córki, będzie taka forma Halloween, którą nazwali „trunk or treat”, czyli, że mamy przyjechać samochodami i z bagażników będziemy wydawać słodycze dzieciom. Tak podejrzewam, na szczegóły jeszcze czekam. Pierwszy raz będę brała w tym udział, więc nie wiem, czy to jest tradycja, czy nie.

No a potem właściwie jest już ta jedna noc, gdzie jest wielka kulminacja i dzieciaki biegają już właściwie od popołudnia między domami. Wygląda to dokładnie tak, jak na filmach, czyli po prostu wszyscy poprzebierani, łącznie z dorosłymi, krążą od domu do domu. Dekoracje są naprawdę pojechane. Ja mieszkam na przedmieściach, więc u mnie to jeszcze nie jest aż taka super kulminacja. Ale w takich większych miastach takich typowo turystycznych dekoracje są naprawdę pojechane i bardzo na bogato. Więc czasami warto tak, choćby z ciekawości, w ramach takiej właśnie ciekawostki turystycznej, się przejechać, jak się ma opcję.

U nas też jest tego dużo, ale powiedziałabym, że bez takich naprawdę szalenie drogich, zautomatyzowanych i takich, że świecą na pół miasta. No i po prostu dzieciaki wiesz, biegają i wygląda to pewnie podobnie jak u was, zaraz powiesz jak u was jest, ale trwa to tak, powiedziałabym około dwóch godzin, takie wyjścia. Przynajmniej w naszym wydaniu. No i dzieciaki się obawiają, wiadomo.

Dekoracje przed domem Halloween dynie kosciotrup
Niektóre dekoracje domów na Halloween naprawdę robią wrażenie…

JAK WYGLĄDA HALLOWEEN W AUSTRII??

Adrianna: No, mogę sobie to wyobrazić, że to wygląda bardzo po amerykańsku. Jeżeli mówisz, że tak jak na filmach, to ja już mam to przed oczami i te dekoracje na pewno super. U nas w Austrii to jest tak, że… też powiedziałabym, że to zależy. Na pewno w takich miejscach jak dzielnice domków, przedmieścia czy wioski, tam tradycja Halloween jest intensywniej praktykowana. A z kolei np. w dzielnicach typowo imigranckich, gdzie w zasadzie zabudowa składa się głównie z kamienic, a sąsiedzi nie utrzymują ze sobą bliższych stosunków, Halloween właściwie nie da się zauważyć. Po prostu można przejść przez ten weekend bez wiedzy, że w ogóle coś takiego jest.

W sklepach dekoracje pojawiają się już pod koniec sierpnia. Także tutaj mogę ci przybić piątkę, bo jest to oczywiście marketingowo już bardzo nagłośnione i mam wrażenie, że z roku na rok coraz bardziej. Także pod koniec sierpnia mamy już dekoracje halloweenowe do kupienia w sklepach. A od września zaczyna się szał na dynię. W restauracjach mamy dyniowe menu, to też myślę, że bardziej może to jest związane z sezonem jesiennym niż samym Halloween. Ale tak to wygląda.

Są organizowane różnego rodzaju imprezy tematyczne. Już teraz właściwie się zaczynają, czyli tak tydzień przed, nie miesiąc przed jak u was. Imprezy miejskie, w centrach handlowych, centrach rodzinnych czy w domach kultury.

W szkołach to też różnie, ale na pewno na mieście widać, że jest Halloween. Są różne akcje. Chociaż nie wiem jak teraz w tym roku będzie to wyglądało. W zeszłym roku, z powodu pandemii, niestety większość tych wydarzeń została odwołana. Ale to wygląda tak, że są wszyscy poprzebierani, dzieciom maluje się twarze. Jakieś tam słodycze oczywiście są rozdawane i są różne pokazy.

Jeśli chodzi o szkoły, no to właśnie zależy od szkoły. My mieszkaliśmy przez pierwsze kilka lat właśnie w takiej typowej imigranckiej dzielnicy. Moja córka wtedy była bardzo mała, dopiero zaczęła chodzić do przedszkola. I u niej w przedszkolu była taka impreza organizowana. Ale to może za chwilę jeszcze o tym powiem więcej, a chciałabym cię zapytać, jaki ty masz stosunek do tego święta? Obchodzicie? Bierzecie w tym udział? Co o tym myślisz? Czy to się zmieniło wtedy, kiedy przyjechaliście do Stanów, czy może jak zostałaś mamą? Jak to u ciebie było?

CO MYŚLIMY O HALLOWEEN JAKO MAMY?

Natalia: My przyjechaliśmy do Stanów, jak byłam mamą. Byłam mamą 1/3 moich dzieci, jakkolwiek to nie brzmi. Jak tu przyjechaliśmy, miałam 3,5 letnią córkę i bliźniaki w brzuchu, więc w sumie ok, nieważne, mniejsza o technikalia. Wiesz co, z tego, co pamiętam, to w pierwszym roku nie świętowaliśmy jakoś specjalnie, bo wtedy mieszkaliśmy w takich apartamentach. i tam faktycznie dekoracje były jakieś pojedyncze i nie dało się tego jakoś super odczuć. Też nie mieliśmy znajomych, do których moglibyśmy się przetransportować, żeby tam świętować, więc faktycznie w pierwszym roku jakoś to święto nam przemknęło. Ale potem już właściwie zawsze świętowaliśmy i mój stosunek do tego jest totalnie neutralny. Może nawet nie neutralny, a pozytywny.

To jest fajny klimat, bo wiesz, w sumie to przypomina mi się moje dzieciństwo, kiedy uwielbiałam takie mroczne historie, uwielbiałam taki klimat, takie trochę spooky stories i to jest super, więc w sumie zupełnie się nie dziwię, czemu moje dzieci i inne dzieciaki są takie podekscytowane. I kiedy jestem tutaj, to patrzę na to inaczej. W Polsce miałam tak, że “ee nie wiem w ogóle skąd to całe zamieszanie”. A teraz po prostu widzę, że to jest fajny klimat. Też tak wprowadza dla mnie tą porę roku, tą jesień. Jest gorąco, gorąco, gorąco, a potem nagle jest taki przełącznik i robi się taki świetny jesienny klimat, który tu potem płynnie przechodzi w Święto Dziękczynienia i Boże Narodzenie, więc dla mnie to jest taka część po prostu roku, która fajnie wprowadza w taki bardziej chłodny, mroczny klimat, więc totalnie lubię.

Ok. Można teraz dyskutować o tym, czy to jest ok, jak dużo jest wokół tego marketingu, jak bardzo się wszystko pod to podpina. Ale tak jest właściwie z każdą inną okazją, więc ja jestem zupełnie pozytywnie nastawiona do Halloween. A ty jak?

Adrianna: No a ja… u mnie to się zmieniało. Muszę przyznać, że tutaj w Austrii przeszłam swego rodzaju metamorfozę. I to też się zmienia w miarę starzenia się moich dzieci, tzn. dorastania może. (śmiech) Mojego starzenia się, a dorastania moich dzieci (śmiech).

Na początku tak naprawdę, kiedy przyjechaliśmy, przez te kilka lat można powiedzieć, że stosunku żadnego nie było. Dlatego, że tak jak mówiłam, mieszkaliśmy w takiej dzielnicy, gdzie to Halloween nie było tak hucznie obchodzone. Jedyne co, to jak moja córka poszła do przedszkola. No to właśnie u nich była taka impreza halloweenowa i powiem ci, że wtedy miałam taki dosyć sceptyczny stosunek do tego. Już nie chodzi nawet o te słodycze, bo to było akurat takie przedszkole, gdzie dzieci praktycznie nie dostawały słodyczy. Nawet na Święta dostawały takie paczuszki, w których były jakieś owoce suszone, orzechy, co by u was pewnie nie przeszło, bo tam jest zakaz orzechów w szkołach, prawda?

Natalia: Mhm.

Adrianna: Właśnie. No, ale jakieś takie rzeczy i ewentualnie jakaś jedna mała czekoladka, a to i tak czekało wszystko w garderobie i dopiero rodzice przy odebraniu dziecka decydował czy to dziecko może to zjeść, kiedy i tak dalej. Uważałam, że to było super podejście, zwłaszcza dla takich małych dzieci. Bo tam, w tym przedszkolu, były dzieci już od roku, czyli od roku do sześciu lat były dzieci w jednym przedszkolu. I ja uważałam takie rozwiązanie, jeśli chodzi o słodycze, za OK.

Natomiast wydawało mi się troszkę niestosowne urządzanie takich imprez, które polegają na tym, że wszyscy się przebierają za jakieś wampiry, potwory, duchy, gdzie są elementy straszenia. Mnie się wydawało, że takie małe dzieci mogą się tego po prostu bać, więc pod tym względem trochę sceptycznie do tego podchodziłam. Dlatego przebrałam moją córkę za dynię i (śmiech) było dosyć neutralnie, także no, w ten sposób to przetrwaliśmy.

Powiem ci, że ja nie mam nic przeciwko Halloween, już teraz, w tym momencie, wydaje mi się to super święto, właśnie taki klimat, te dekoracje – to jest fajne i to jest na pewno też dla dzieci super doświadczenie. Ale te słodycze, wiesz… Bo co innego jest obecność słodyczy w diecie dziecka, a czymś innym jest zbieranie ich hurtowo, na akord po prostu, jak najwięcej, jak najwięcej i taki szał. I takie wiązanie każdego kolejnego święta z obdarowywaniem dzieci słodyczami… Co do tego mam jeszcze wątpliwości. No, ale walczę z tym.

Nie mam nic przeciwko Halloween – ten klimat, te dekoracje – to jest fajne i też dla dzieci super doświadczenie. Ale te słodycze, wiesz… Bo czym innym jest obecność słodyczy w diecie dziecka, a czymś innym zbieranie ich hurtowo, na akord, i taki szał. I takie wiązanie każdego kolejnego święta z obdarowywaniem dzieci słodyczami… co do tego mam wątpliwości….

Adrianna Kazimierska, DietetykaPraktyczna.com

Tak więc, kiedy już przeprowadziliśmy się na to osiedle, gdzie teraz mieszkamy, to jest takie zamknięte osiedle, dosyć kameralne. No, nie całkiem kameralne, bo jest tu 450 mieszkań, ale kameralne tym sensie, że jesteśmy odcięci od świata tutaj. To osiedle znajduje się w samym środku lasu i po prostu, żeby gdziekolwiek dojechać, trzeba wsiąść w samochód i jechać 10 minut, żeby w ogóle to jakiejś najbliższej cywilizacji się dostać. Więc żyjemy w takiej dosyć zamkniętej społeczności. No i tutaj już zaczęło się chodzenie po domach i wprawdzie mieliśmy na Facebooku taką listę, taki był na naszej facebookowej grupie osiedlowej wątek, żeby wpisywali tam ludzie swoje numery mieszkań, gdzie oczekuje się dzieci, a ci, którzy się nie wpiszą, to tam po prostu nie będą dzwonić.

Natalia: Aha OK.

Adrianna: I myślisz, że była ta lista respektowana? (śmiech) Jak myślisz, Natalia? (śmiech)

Natalia: U nas jest inaczej. Po prostu, jeżeli dom nie jest przystrojony, to znaczy, że nie bierze udziału.

Adrianna: Aha, i tam się nie wchodzi.

Natalia: Nie, nie pukasz, bo po prostu mała szansa, że ktokolwiek czymś cię tam uraczy. Także to od razu widać, gdzie się świeci światło, gdzie są dekoracje i tak dalej. A gdzie nic nie zostało przygotowane. Więc to jest taki symbol.

MOJE PIERWSZE HALLOWEEN NA EMIGRACJI

Adrianna: Aha, no widzisz, no to u nas była taka lista. Niby się tam wpisywali ludzie, którzy chcą brać udział. Ja się nie wpisałam, i kiedy dzieciaki mi się władowały do domu, tak nagle, z zaskoczenia, i w ogóle wszyscy na raz, nagle, a ja w ogóle nie byłam przygotowana, to nie dość, że mi się głupio zrobiło, to jeszcze wiesz, córka się dopytywała co to jest, co oni robią, że ona też chce. Ona miała wtedy 3 lata, więc była jeszcze malutka. A ja tak w pierwszej chwili wypaliłam, jak jakaś stara dewotka (śmiech) – do tej pory mi się chce z tego śmiać (śmiech): “To nie jest nasza tradycja, my nie bierzemy w tym udziału. My nie świętujemy Halloween, bo w Polsce się nie świętuje Halloween”. I “to nie jest nasza tradycja” – z takim tekstem! (śmiech) śmiać z tego chce, ale tak było, tak było.

Wiesz, to była taka po prostu intuicyjna reakcja, nie wiedziałam, jak zareagować. I tego się trzymałam przez jakiś czas. Później miałam inne strategie, ale to potem trochę rozwinę ten temat.

Natalia: Ale to u was tak na ostro, że do domu? (śmiech)

Adrianna: No tak, no bo wiesz, my nie mamy podjazdu czy ogródka, gdzie można przyjąć ewentualne takich gości. U nas władowali się wszyscy naraz domu i “cukierek albo psikus” zaczęli wrzeszczeć. To wiadomo, że chodzi tutaj o ten cukierek, no bo i jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby ktoś komuś jakiegoś psikusa zrobił (śmiech). Po prostu dzieci oczekują słodyczy. To jest tylko taki wiesz, taki chwyt marketingowy z tym psikusem, tak myślę. Prawda? A jak to właśnie wygląda u was? Czy są jakieś ewentualnie psikusy przygotowane w repertuarze?

Natalia: To zaraz, zanim ci to powiem, to powiedz mi jak to się mówi po niemiecku.

Adrianna: No właśnie, kurczę nie wiem. Chyba po angielsku oni mówili właśnie, chyba trick or treat… No, bo chyba nie ma po niemiecku…

Natalia: No właśnie ciekawa jestem.

Adrianna: Wiesz co, pomyślę o tym i jak sobie przypomnę, to ci powiem. Bo później nie miałam za dużo kontaktów już z tymi dziećmi, ale to ci powiem właśnie jakie miałam strategie później.

Natalia: U nas nigdy się nie spotkałam z tym, żeby była jakaś alternatywa dla cukierków. (śmiech) Zdecydowanie nie. Jedyne co no, to po prostu wiesz, w niektórych domach jest tak, że ktoś wychodzi, bo nigdy nie wchodzi się do środka, tylko dzieciaki tam podbiegają, dzwonią, pukają albo nawet nie muszą, bo już ich słychać. I potem wychodzi ktoś z tego domu, daje słodycze, życzy wesołego Halloween, czasami zagada jeszcze coś i właściwie tyle. Niektórzy jeszcze robią tak, że na przykład dorośli się przebierają i są w środku domu, ale np. przebrani za jakiegoś clowna, takiego wiesz schizującego albo za jakiegoś no, zombiaka i wychylają się tam zza okna, robiąc za taką żywą postać, żeby jeszcze dodatkowo podbić klimat. Ale ja się nigdy nie spotkałam z tym, żeby była jakakolwiek alternatywa. Po prostu wszyscy wychodzą obładowani totalnie słodyczami, krążąc między kolejnymi i kolejnymi i kolejnymi domami.

HALLOWEEN A SŁODYCZE

Adrianna: I co się potem z tymi słodyczami dzieje?

Natalia: Oo, magia się dzieje… (śmiech) Wiesz co, powiem ci tak – ja o tym myślałam i kiedy było to takie moje pierwsze pełnoprawne Halloween, to ja już przywykłam do tego jak jest w Stanach. Więc nie przeżyłam aż takiego szoku, jaki przeżyłabym być może pierwszego roku. Chodzi mi o to, że ja byłam przyzwyczajona do polskiego stylu odżywiania. Plus byłam troszeczkę zafiksowana w taką zdrową stronę, może nawet za bardzo. Kiedy miałam pierwsze dziecko chciałam, żeby wszystko było idealnie. Miałam za sobą jakieś takie wycieczki na bio markety, gdzie przepłacałam za wszystko i byłam totalnie zafiksowana, że nas trują, i że każdy skład musi być pod linijkę cudowny. I to już przeszłam.

A potem, kiedy przyjechałam tutaj, to musiałam znowu się trochę zupdate’ować do tego, jak wygląda życie w Ameryce, bo to wszystko, co może się wydawać odnośnie do odżywiania w Ameryce, jest prawdą. To nie jest przesadzone. Tu faktycznie jest tak, że dzieci jedzą w szkołach hamburgery i hot-dogi. Tu faktycznie jest tak, że dzieci są nagradzane słodyczami i to nie tylko, że przez rodziców, tylko właśnie w szkołach, w przedszkolach czasami też. I te słodycze się kręcą na co dzień w życiu amerykańskich dzieciaków, tak samo jak właśnie fast-foody. I dla mnie na początku to był cały taki projekt, nie ten jeden dzień czy wieczór – to Halloween – tylko cała ta otoczka takiego podjadania, wszystkie te słodycze.

Ja oczywiście znam różne rodzaje słodyczy. To nie jest tak, że ich nie jadłam, ale kiedy przyjechałam tutaj, to się okazało, że ja o słodyczach mało co wiem, bo tutaj jest ich tyle. Plus są tak słodkie w porównaniu do europejskich, że to musiałam sobie przetrawić i w tym się odnaleźć. Bo ciężko unikać tego tematu, żyjąc w Stanach i będąc właśnie tak mocno otoczonym taką kulturą podjadania i jedzenia takich dziwnych rzeczy, których ja na początku nie mogłam nawet nazwać, bo nie wiedziałam, co to jest.

Adrianna: Rozumiem.

Natalia: Tak się teraz rozgadałam. Dlatego mnie to Halloween, jakby samo w sobie jakoś tak super mnie uderzyło, jak chodzi o słodycze, bo i tak już byłam w szoku, jak chodzi o to, jak dzieci się tutaj odżywiają.

Natomiast jak chodzi o same takie słodycze na Halloween, to wiesz co? Dla mnie to nie jest jakiś superduży problem. Dlatego, że moje dzieci, OK, one czasem jedzą słodycze, ale i tak jak uzbierają taką wiesz, ogromną ilość, to mają naprawdę taką dosyć małą granicę, ile są w stanie zjeść. Jasne, że trochę ją przekroczą. Trochę się objedzą tego właśnie dnia, ale potem ja te słodycze zabieram (śmiech), przechowuję je w piwnicy u nas, i po trochu ich ubywa. W sensie, że OK– trochę tam jeszcze sobie dzieci podjadają, ale one się szybko też nudzą tymi słodyczami, bo te, które się tutaj rozdaje, są zwykle takiej niskiej jakości, i one po prostu nie są dobre. One są za słodkie. I na szczęście, mimo że moja córka tu przyjechała jak miała 3,5 roku, to dla niej wciąż amerykańskie słodycze są za słodkie.

Adrianna: Wow.

Natalia: Więc wiesz, ona jasne, że je je, ale naprawdę nie widzę, żeby traciła kontrolę czy coś takiego. A ja też zawsze trochę zabieram tych słodyczy, bo ich jest tyle, że nawet nie widać, że trochę ubywa. (śmiech) I się ich pozbywam. Tzn. ja zwyczajnie je wyrzucam. Mimo że ok, można rozmawiać, czy wyrzucanie jedzenia jest dobre czy nie. No, ale to po prostu są naprawdę słabej jakości rzeczy.

Adrianna: No właśnie, ja z tym mam największy problem, bo ja ciebie doskonale rozumiem. Mogłabym się podpisać pod pierwszą częścią Twojej wypowiedzi dlatego, że ja też byłam dokładnie taką samą mamą mając pierwsze dziecko i z biegiem lat te moje poglądy na temat słodyczy w diecie dzieci troszkę się zliberalizowały. Chociaż wciąż uważam, że jednak do 3-go roku życia to jednak te słodycze nie powinny być obecne w diecie dzieci. Ale z drugiej strony wiem, że cukier to nie jest to, co jest najgorsze w diecie dzieci. Chodzi mi właśnie o tą niską jakość tych słodyczy, które są rozdawane przy takich okazjach. Takie najgorszej jakości produkty o bardzo złym składzie. I to nawet nie chodzi o sam cukier, tylko o to połączenie cukru z tłuszczem. Właśnie to jest najfajniejsze, prawda? To jest najbardziej przyciągające. I ten tłuszcz, zawsze takiej najniższej jakości… No i z tym mam duży problem.

Dzieci w kostiumach zbieraja slodycze Halloween cukierek albo psikus
Czymś innym jest obecność słodyczy w diecie dzieci, a czym innym – zbieranie ich w hurtowych ilościach i taki szał.
I wiązanie każdego kolejnego święta z obdarowywaniem dzieci słodyczami….

Ale my tutaj teraz przeskoczyłyśmy w ogóle do tematu słodyczy w diecie dzieci, a miało być o strategiach. (śmiech) Czyli u ciebie nie było żadnych specjalnych strategii, po prostu od razu wskoczyliście w to Halloween, bo ty już byłaś przez cały rok zaprawiona w boju, jeśli chodzi o słodycze, (śmiech) więc Halloween już dla ciebie nie było żadnym wyzwaniem.

Natalia: (śmiech) Wiesz co, po tym, jak przeżyłam takie akcje, jak na przykład to, że moja córka poszła do szkoły i zaczęła wracać z cukierkami, które nazywają się smarties, i dostawała je od nauczycielki dlatego, że zrobiła coś, co było mądre… To uwierz mi, to Halloween to naprawdę był dla mnie luz. Ale nie, ja nie robiłam żadnych super strategii, po prostu okej, dzieciaki sobie to uzbierały, ja nie biegałam za nimi i nie odsypywałam tego i nie psułam im tego święta. I wiesz, po prostu na luzie się z nimi zawsze bawię podczas tego Halloween i nie kombinuję, jak tutaj już coś w ciemnościach zabrać do jakiegoś tajemniczego worka. Nie, nic z tych rzeczy nie robię. Mam zupełny luz na to, że oni zbierają tego jakieś szalone ilości i potem, no tak jak mówię, oni i tak nie są w stanie tego wszystkiego zjeść, bo tego jest tak dużo.

Trafia to do nas do piwnicy, ja tam sobie spokojnie, spokojnie odczuwam, a też oni mają tak, że na początku jest największy boom, a potem naprawdę im się to nudzi.

Zwłaszcza, że tutaj te słodycze to jest parę takich rodzajów, które się przewijają. Parę konkretnych i wiele z nich nasze dzieci w ogóle nie lubią, więc one zawsze zostają na koniec, a reszta po prostu im się nudzi. No bo ile można w kółko jeść jakieś tam kit katy czy jakieś tam te mini twixy czy coś takiego? Tak że powiem ci, że nie. Ja nawet ja nie szykowałam żadnych strategii, dlatego, że widziałam, że u mnie to się rozchodzi po kościach. A ja też po prostu właśnie odsypuję, ile tam trzeba i jakoś tam idzie.

„STRATEGIA DOBREJ WIEDŹMY”

Adrianna: OK, czyli radzisz sobie świetnie, może to jest właśnie to najlepsze podejście. A słyszałaś o… bo ja czytałam sobie troszkę o takich różnych strategiach na Halloween i słyszałaś – bo to jest w Stanach, czytałam na amerykańskim blogu – “strategia dobrej wiedźmy”. Słyszałaś?

Natalia: Nie, ale w ogóle mnie nie dziwi nazwa. (śmiech) Dawaj.

Adrianna: “Strategia dobrej wiedźmy” polega na tym, że… to ustalamy z dziećmi przed Halloween – dziecko wybiera sobie jakąś swoją wymarzoną zabawkę i w noc Halloween, po tym uzbieraniu tych wszystkich słodyczy, kiedy dziecko pójdzie spać, przychodzi dobra wiedźma, zabiera wszystkie słodycze i w zamian za to zostawia tę wymarzoną zabawkę… I co ty na to? Jak ty myślisz, czy to jest dobra strategia? Jako psychodietetyk powiedz mi teraz.

Natalia: Oo, jako psychodietetyk. To wiesz co, to ja ci powiem tak: ja mam takie podejście, że nie ma co terroryzować słodyczy dlatego, że ja podchodzę do odżywiania dzieci tak jak do odżywiania dorosłych, z małą gwiazdką, tak. Ale to mam na myśli, że ja się staram nie robić wokół słodyczy napięcia i traktować je bardzo neutralnie. Jasne, ja mówię moim dzieciom, że to po prostu nie jest dobre, że jemy tego mało i mówię im, dlaczego. Ale nie chcę też zachowywać się w taki obsesyjny sposób na zasadzie, że dostaną gdzieś słodycze, a ja się rzucam i zabieram i robię coś w stylu, że wiesz: “Nieee, nieee, nie jedz tego!” Nie chcę robić czegoś takiego.

Bo po pierwsze: wiem jak to może działać na dłuższą metę. Czyli, że można mieć w głowie, że te słodycze są jakieś takie specjalne, że coś jest na rzeczy tutaj wokół nich i potem to się czasami przekłada na takie postrzeganie słodyczy przez dorosłą osobę. I to było bardzo długie zdanie i straciłam wątek. (śmiech) Ale co chciałam powiedzieć, poza tym? Że mam też takie przykłady, z mojego otoczenia, rodziców, którzy bardzo reżimowo podchodzą do słodyczy i zupełnie je ucinają z diety dzieci. I o ile w momencie, kiedy mamy malutkie dzieci, to to jest proste. Zwłaszcza, jak mamy jedno dziecko. O tyle, kiedy mamy starszaka, który ma już znajomych, który wchodzi w jakieś takie coraz szersze kręgi, sprawa robi się skomplikowana.

I ja znam właśnie rodziców starszaków, którzy podchodzą bardzo sztywno do słodyczy, na zasadzie, że nie. I wiem, jak te dzieci zachowują się w momencie, kiedy rodzice nie widzą. Jak się rzucają na te słodycze, bo wiedzą, że w domu nie mogą. Więc potem mają takie właśnie trochę rozchwiane zachowania. Dlatego ja wolę do tego podejść tak zupełnie neutralnie na zasadzie, że no ok, czasami trochę można, ale nie za dużo i nie robię wokół tego napięcia. Więc, wracając do twojego pytania, które zadałeś jakieś 5 minut temu. (śmiech) Co do tej wiedźmy, to powiedziałabym tak: spoko strategia, może bym nawet pozwoliła na trochę tych słodyczy na zasadzie, że OK – np. w noc Halloweenową trochę, spoko, weź sobie co lubisz, takie twoje naprawdę ulubione. A resztę to bym wykupiła taką wiedźmą, czemu nie? A ty co myślisz?

Adrianna: Noo, ja na początku sobie pomyślałam, że… to jest okropne. (śmiech) Okropne dla dziecka, właśnie w sensie psychologicznym. No, ale ja nie mam wykształcenia psychologicznego. Trochę czytam, ale no nie jestem ekspertem, więc dużo rzeczy robię intuicyjnie, tak jak mi się wydaje i instynktownie. Ale to, co ja sobie pomyślałam, to pomyślałam sobie, że dla dziecka to musi być strasznie trudna decyzja i tutaj nie ma wygranych w tej decyzji. (śmiech) Bo tutaj zawsze, no po prostu to dziecko zawsze będzie przegrane. Bo jeżeli wybierze słodycze to będzie marzyło o tej zabawce, którą mogło mieć, a nie będzie miało, no i teraz trzeba czekać do Świąt. A jeżeli wybierze zabawkę, no to będzie mu żal tych słodyczy. I myślę sobie, że to jest tak trudna decyzja psychologiczna, że dziecko nie powinno być stawiane przed tak trudnymi wyborami.

Ale to co ty powiedziałaś na koniec, czyli właśnie o tym, żeby trochę tych słodyczy zostawić albo dziecko sobie samo na przykład wybierze jakąś ilość swoich ulubionych albo ileś tam porcji czy sztuk, a ten ogrom, który pozostał po prostu zostanie podmieniony na zabawkę. Myślę, że to może być fajny pomysł. A jeszcze znów zaczęłaś mówić później o tych słodyczach w diecie dzieci i ja znowu miałam coś do powiedzenia na ten temat, chociaż miałyśmy rozmawiać o strategiach teraz. (śmiech)

SŁODYCZE W DIECIE DZIECI – KIEDY I ILE?

Adrianna: Ale to jeszcze ci powiem, że…, bo ty powiedziałaś coś, co jest bardzo ważne. Czyli powiedziałaś, że masz przykłady z otoczenia dzieci, którym słodycze są zakazywane i one po prostu nie kontrolują tego, tzn., kiedy nie mają kontroli z zewnątrz, to same nie są też w stanie kontrolować poboru tych słodyczy. I ja wiem, że są właśnie takie dwa podejścia. Że uważa się, że jeżeli dzieciom będziemy słodyczy zakazywać – może nie tyle zakazywać, co po prostu tak jakby “chronić” je przed nimi – no to te dzieci później się rzucą na słodycze i ja wielokrotnie słyszałam takie groźby ze strony otoczenia, kiedy ja starałam się moją pierwszą córkę chronić. No bo wiadomo, jak się ma jedno dziecko, to można każdą strategię zastosować, wszystkie zasady zdrowego żywienia można bez problemu wprowadzić do życia. Natomiast problem pojawia się, kiedy to dziecko dorasta. Problem pojawia się też wtedy, kiedy pojawia się rodzeństwo.

Natalia: Mhm.

Adrianna: To młodsze rodzeństwo zawsze będzie gorzej odżywiane niż to pierwsze. (śmiech) Takie jest prawo natury. Ja, jako młoda mama miałam bardzo radykalne podejście to żywności przetworzonej w diecie dzieci. I tutaj specjalnie mówię o żywności przetworzonej, bo tak naprawdę nie te słodycze są najgorsze. Tylko właśnie ogólnie ta żywność wysokoprzetworzona: te chipsy, przekąski, napoje gazowane, czy nawet niegazowane, ale takie z dużą ilością cukru lub syropu glukozowo-fruktozowego. Produkty, które są kierowane do dzieci przecież, bo mają kolorowe opakowania, mają jakieś dodatki w stylu konkursów, zagadek czy jakichś gadżetów dodawanych gratis. To jest moim zdaniem skandal i przestępstwo i powinno być ścigane.

Tak naprawdę nie te słodycze są najgorsze. Tylko ogólnie – żywność wysokoprzetworzona: te chipsy, przekąski, napoje z dużą ilością cukru lub syropu glukozowo-fruktozowego. Produkty, które są przecież kierowane do dzieci!

Adrianna Kazimierska, DietetykaPraktyczna.com

Adrianna: Ale o czym chciałam mówić?… A, no właśnie o tym, że ja uważam tak jak ty, że nie powinno się budować wokół tego napięcia. Powinno się neutralnie do tego podchodzić, ale ja wciąż mam z tym problem. I o ile takie dziecko, tak jak powiedziałam – do 3 roku życia – powinno być pozbawione żywności wysokoprzetworzonej, moim zdaniem.  Ale to jest też nie tylko moje zdanie, bo takie są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia i innych organizacji, które zajmują się, żywieniem dzieci.

To jednak później, im to dziecko jest starsze, to te moje poglądy się liberalizują. I tak jak ja teraz nie robię już afery z tego powodu, że moja starsza córka, która jest teraz w drugiej klasie, je słodycze. Ale jednak, wciąż nie dostaje ich ode mnie. To znaczy, u nas w domu nie ma takich słodyczy ze sklepu. Praktycznie się to nie zdarza. Jeżeli już, to czasem jakieś ciasteczka upieczemy czy coś. Ale wiem, że te słodycze są w diecie mojej córki na zewnątrz, kiedy jest w szkole czy na jakichś imprezach, czy gdzieś tam u kogoś w odwiedzinach. No i ja już nie robię z tego afery. A kiedyś robiłam więc jest progres. (śmiech)

Natalia: (śmiech) Dawaj jakąś historię!

Adrianna: Nie no… no… dobra. Nie wiem. Nie, nie będę mówić tego, bo nie chcę, żebyście sobie o mnie źle pomyśleli. Powiedzmy, że się z tego wyleczyłam, ale było to dla mnie bardzo frustrujące, kiedy musiałyśmy się gdzieś na zewnątrz zderzyć z takimi sytuacjami typu święta czy czyjeś urodziny, a dziecko miało np. 1,5 roku i były mu kupowane jakieś kinder niespodzianki z tej okazji. No nie, zabierałam to wtedy.  Wtedy to po prostu zabierałam.

I też, kiedy już zmieniliśmy przedszkole, i w tym przedszkolu przy każdej możliwej okazji był dzieciom dawane słodycze, miałam rozmowy z opiekunkami, z nauczycielkami i nawet z dyrektorką. Bo niestety tam już nie było takiego podejścia, jak w tym moim pierwszym przedszkolu, które mi się bardzo podobało, że dzieci po prostu dostawały inne rzeczy zamiast słodyczy. Tutaj już te słodycze były na co dzień praktycznie, bo przy okazji urodzin jakiegokolwiek innego dziecka, to dziecko przynosiło do przedszkola słodycze. A wiesz, w całym przedszkolu dzieci była setka, więc co drugi dzień ktoś miał urodziny. I miałam taką rozmowę, właśnie z dyrektorką, która mi sugerowała to, że ja nie uchronię dziecka mojego przed słodyczami, bo przecież w społeczeństwie naszym jest taki zwyczaj, że te dzieci te słodycze dostają. I ona mi podała właśnie taki przykład, że jej kuzynka takie miała podejście, że zakazywała dzieciom słodyczy i teraz te dzieci mają otyłość.

No i dla mnie, szczerze mówiąc, to nie jest żaden argument, zwłaszcza jeśli chodzi o takie małe dzieci. Ja mówię tutaj o dzieciach do 3-go roku życia. Ja tego bardzo bronię, bo te nawyki żywieniowe, które wykształcimy w dzieciństwie, one zostają –wierzę w to, chcę w to wierzyć – że one zostają z nami na zawsze. To się okaże pewnie za jakieś 10 lat, czy mi to się udało. (śmiech) Ale jeżeli one zostaną już wtedy zepsute, to myślę, że trudniej jest je naprawić. Tak że ja zaczynam psuć je dopiero teraz. (śmiech) Powiedzmy, pozwalam na to psucie. Myślę, że moja córka już jest na tyle duża, że już rozumie wiele rzeczy i jest w stanie sama sobie to kontrolować.

Ale tak jak mówię, to będzie teraz nasze pierwsze Halloween, z aktywnym naszym udziałem, więc zobaczymy, jak będzie, i na pewno wezmę sobie od ciebie trochę tych strategii, które ty masz (śmiech), a raczej braku strategii. No, ale takiego podejścia właśnie zdroworozsądkowego, bo to będzie dla mnie na pewno ogromne wyzwanie.

Natalia: Wiesz, możesz robić za wiedźmę. Ja robię za wiedźmę, tylko taką przyczajoną. (śmiech)

Adrianna: W ukryciu. Druga strategia, o której przeczytałam, jest taka, żeby sobie te słodycze podzielić na takie, które lubimy i takie, które mniej lubimy. I te, które lubimy, zostawiamy, a te, które mniej lubimy – oddajemy komuś, czy wyrzucamy, właśnie tak, jak ty to powiedziałaś. I może taka strategia będzie lepsza niż “dobra wiedźma”? Czy gorsza? Jak myślisz?

Natalia: Wiesz co? Nawet powiem ci, że… Hm, daj mi się zastanowić. Wiesz co, nie mam zdania… zastanawiam się z tą wiedźmą jeszcze, tak w praktyce. Bo rozumiem, że dziecko musi podjąć decyzję, zanim przyjdzie Halloween, tak? Wcześniej już musi?

Adrianna: Tak.

Natalia: OK. Jestem ciekawa, jak to w praktyce wychodzi… Bo dzieciaki mają coś takiego, tak jak ten “test pianki”, nie? Że kiedy przychodzi co do czego, to one wolą to, co jest pod ręką, a nie to co jest na końcu tą obietnicą. (śmiech)

mala dziewczynka zaglada do dyni halloween
Halloween to dzień uwielbiany przez wszystkie dzieci.

„TEST PIANKI”

Adrianna: Opowiedz o tym teście, bo nasi słuchacze może nie wiedzą o tym eksperymencie.

Natalia: Tak, to był eksperyment, który sprawdzał reakcje dzieci, nie pamiętam teraz ilości pianek… Chodziło o to, że była grupa dzieci i miały do wyboru, że albo dostaną bodajże jedną piankę (marshmallow) teraz albo dwie, albo trzy, jeżeli poczekają. Nie pamiętam szczegółów. Może ty pamiętasz? Taka była idea.

Adrianna: Myślę, że było kilka takich eksperymentów, dlatego, że ja nie kojarzę pianek. To znaczy, na pewno były to jakieś słodycze albo ciasteczka. Może wiesz, w amerykańskich warunkach to były pianki, a tutaj u nas, w Europie, testowali na ciasteczkach. (śmiech) To było coś w tym stylu właśnie, że dziecko dostawało na stoliku na talerzyku jedno ciasteczko. I mogło je albo zjeść i już więcej nic nie dostać albo odczekać ileś tam minut – to były minuty…

Natalia: Minuty, tak.

Adrianna: Tak, jakieś minuty, czy może kwadrans maksymalnie. Jeżeli dziecko odczekało i nie zjadło tego ciasteczka, dostawało wtedy taką “nagrodę” w postaci kilku ciasteczek.

Natalia: Tak… No to ja znam tylko “test marshmallow”.

Adrianna: I jaki był efekt?

Natalia: Procentów ci nie powiem, ale generalnie zdecydowana większość dzieciaków wolała to, co było teraz. Po prostu dla dzieci ten koncept czekania jest abstrakcją, więc większość z nich po prostu zjadła tę jedną piankę. Więc to faktycznie w kontekście tej wiedźmy i tak dalej może być ciężkie… 

Plus, zastanawiam się nad tym, wiesz, że jak już dochodzi co do czego…, bo tak dziecko podejmuje decyzję przed Halloween, ale potem jest to Halloween i ono ma te wszystkie słodycze, tak? W tym swoim koszyczku… I zastanawiam się, na ile potem wychodzi z tego drama, że ono nagle musi oddać te swoje zdobycze. A na ile jest luz. Wyobrażam sobie, że to zależy dużo od dziecka, ale… są też takie duże emocje tego dnia. Dzieci są też zmęczone często po tym chodzeniu. No, u nas są duże odległości, więc dzieci są naprawdę bardzo takie przestymulowane, po tym Halloween… Więc wyobrażam sobie, że w momencie, kiedy bym nagle weszła i powiedziała, ok, to teraz oddaj wszystko (śmiech), a tu masz swoją zabawkę, to mogłaby tego też wyjść jakaś taka wiesz, drama, i nie wiem… Ja zostanę jednak przy mojej strategii chyba. (śmiech)

Adrianna: Tak, ja myślę, że to jest ważne, co ty powiedziałaś teraz, bo mi też to właśnie teraz przyszło do głowy. Bo jednym problemem jest w ogóle podjęcie decyzji przez dziecko. Czy ono chce, jeszcze zanim to się wydarzy, czy ono chce słodycze czy zabawkę? A drugą sytuację jest sytuacja po Halloween. Kiedy ta decyzja już jest prawomocna (śmiech) i to się dzieje.  I tak myślę, że tak… myślę, że to nie jest dobra strategia. No, chyba że z takimi starszymi dziećmi, które już świadomie podejmują te decyzje, ale myślę, że takie dziecko mniejsze… ono mogłoby w ostatniej chwili chcieć zmienić decyzję i… albo dostać obie rzeczy, tak? I to mogłaby być drama, tak…

Natalia: A ty zostajesz zabawką. (śmiech) Chyba, że mieszkasz w Stanach, to idziesz i oddajesz.

Adrianna: (śmiech) Pobawisz się, znudzisz i oddajesz. (śmiech) Ale powiem ci, że u nas też jest takie podejście w wielu sklepach, że naprawdę wszystko można oddać, nawet jeżeli się czegoś używało. Na pewno nie jest to aż tak jak w Stanach rozpowszechnione, ale jest to na pewno ogromna różnica w porównaniu do Polski, gdzie nawet reklamacji mi nie chcieli przyjmować. Musiałam się odwoływać, bo kupiłam na przykład dwa różne buty. To znaczy, w sensie od różnej pary.

Natalia: Ok.

Adrianna: I jeden był trochę dłuższy. To były takie… kozaczki (śmiech) i jeden był taki dłuższy, a drugi był krótszy i było widać, że są dwa centymetry różnicy. I tego mi nie uznano, bo mogłam to zobaczyć w trakcie zakupu. Możesz sobie to wyobrazić?!

Natalia: Mhm.

Adrianna: Więcej do tego sklepu nie poszłam i jeszcze wszystkim koleżankom powiedziałam, żeby tam nie kupowały. Tak że wiesz, podejście do klienta w Polsce a tutaj w Austrii to jest różnica niebo a ziemia.

Natalia: O widzisz, no to nie wiedziałam, że w Austrii jest taka liberalna polityka zwrotów. (śmiech) Myślałam, że to jest może takie bardziej europejskie, bo w sumie to nie zdarzyło mi się zwracać niczego poza Polską. A w Polsce faktycznie jest dosyć ciężko, żeby coś zareklamować. No, a tu w drugą stronę, bo z butami to mogłabyś oddać ubłocone, nie ma problemu. Wzięliby takie ewidentnie używane i luz. (śmiech) Więc tu w drugą stronę.

Adrianna: Ale za bardzo chyba odbiegliśmy od tematu. Jak myślisz? (śmiech)

Natalia: Tak mi się wydaje. (śmiech)

MOJE STRATEGIE NA HALLOWEEN

Adrianna: Dobrze, wróćmy do tych strategii i dokończymy te strategie już, ok? Bo ja mam. Bo ja miałam strategie… Chciałam ci o nich opowiedzieć, bo niektóre są zabawne.

Natalia: Aa dobra, to dawaj.

Adrianna: Tak że w 2016 roku… Ja sobie nawet zanotowałam, bo zobaczyłam sobie w historii moich zdjęć różne zdjęcia z Halloween i wtedy sobie pokojarzyłam co my wtedy robiliśmy. Więc jak córka miała 3 lata i się tutaj przeprowadziliśmy, i pierwszy raz się zetknęliśmy z taką żywą tradycją Halloween, no to wtedy powiedziałam, że to nie jest nasza tradycja, my tego nie obchodzimy i w ogóle wiesz, i tematu nie ma.

Więc na drugi rok ja już się przygotowałam i zabrałam córkę na basen. Pomyślałam sobie, że basen to będzie świetna alternatywa dla Halloween i naprawdę była. Ona w ogóle nie myślała, zapomniała, że jest Halloween, cieszyła się z basenu. Moja córka uwielbia pływać i uwielbiała od urodzenia. To była naprawdę dla niej wielka atrakcja, ale wiesz, basen zamykali. Trzeba było kiedyś wrócić do domu. (śmiech) Wróciliśmy do domu jakoś po 20-tej, więc ja myślałam, że już o tej porze to nie będą chodzić. I akurat się minęliśmy, akurat dokładnie jak wchodziłyśmy do domu, to oni akurat byli pod naszym domem, pod naszym mieszkaniem! Ja znów nie miałam nic przygotowanego, więc znów mi się zrobiło głupio… A też myślałam, że oni mnie po prostu zapamiętają, że w zeszłym roku u nas nic nie było, to już więcej nie przyjdą, wiesz… (śmiech)

Natalia: Myślałaś, że trafiłaś na czarną listę raz na zawsze. (śmiech)

Adrianna: No, ale to niestety tak nie działa…

Natalia: To u nas by to nie przeszło, bo teraz na przykład codziennie moja córka wraca ze szkoły i mówi, ile jeszcze zostało dni do Halloween, bo oni mają w szkole już odliczanie. W przedszkolu moje bliźniaki mają w ogóle cały wystrój zmieniony pod Halloween. Mają teraz swoje szafeczki ozdobione motywami ze Scooby-Doo. Każde dziecko ma zrobiony taki kolaż, gdzie wiesz, jest tylko buzia i reszta to jest jakiś tam zombiak albo duch albo, powiedzmy jakiś tam superbohater. Tak że raczej by nie przeszło. (śmiech) Strategię na to, że “Ups, to dzisiaj jest Halloween?!”. Chyba by nie przeszło. (śmiech)

Adrianna: (śmiech) No tak, twoja córka to już jest teraz… w wieku mojej córki chyba, prawda?

Natalia: No, moja jest w drugiej klasie.

Adrianna: To 8 lat…

Natalia: Moja ma 7.

Adrianna: Aha, no ale to podobnie. Więc no tak, wiadomo, że teraz to już by nie przeszło. Ale wtedy ona miała jeszcze 4 lata, więc przeszło.

Natalia: No tak.

Adrianna: I już też chciała, już mówiła, że tak “ooo oni znowu chodzą, ja też chcę” … No to wtedy miałam taki argument, że jak osiągnie odpowiedni wiek, no to wtedy też jej pozwolę. Ale nie powiedziałam jeszcze, jaki to jest wiek. Po prostu powiedziałam: “jak będziesz większa, starsza”. I jakoś to przeszło, ale już planowałam, jak na następny rok tutaj zorganizować sprawę, żeby jakoś to Halloween przetrwać. I przy następnym roku, to było… jak ta starsza córka miała 5 lat, czyli ja urodziłam wtedy młodszą. Więc pomyślałam sobie, że po prostu wywieszę kartkę na drzwi, że po prostu, żeby nie dzwonić, bo dziecko śpi małe.

Natalia: (śmiech).

Adrianna: Ale już wtedy zaopatrzyłam się w słodycze, bo upiekliśmy…, bo oczywiście jedną sprawą jest to, że ja nie chcę, żeby moje dzieci dostawały słodycze a druga sprawa to wydawało mi się po prostu nieetyczne jako dietetykowi, żeby obdarowywać obce dzieci przetworzonymi, niskiej jakości słodyczami, (śmiech) więc upiekłam ciasteczka i zapakowałam je w takie paczuszki.

Natalia: Mhm.

Adrianna: I wystawiłam przed drzwi w takim koszyczku, żeby sobie brały. Tych ciasteczek nie było już po jakiejś półgodzinie, więc zaczęło się walenie do drzwi, bo dzwonek wyłączyłam, domofon wyłączyłam, wywiesiłam kartkę, zabezpieczyłam się jak tylko mogłam. I rzeczywiście, moja córka wtedy już spała, ta młodsza. Ale nie, i tak było walenie do drzwi i wiesz, te pytania o słodycze. I znowu mi nie wyszło. (śmiech)

Natalia: (śmiech)

Dzieci w kostiumach zbierają slodycze Halloween
Przez lata miałam różne strategie na to, aby odstraszyć dzwoniące do drzwi dzieciaki. Żadna z nich nie okazała się skuteczna.

Adrianna: I znowu mnie wyszło, więc ja już byłam tak sfrustrowana, że w kolejnym roku zabrałam je po prostu na imprezę halloweenową do centrum handlowego i siedziałyśmy tam do oporu. No i to też było fajne dla dzieci, atrakcyjne, no bo tam było to malowanie twarzy, były jakieś pokazy duchów i takie różne. Ale znów trzeba było wrócić do domu, no i…

Natalia: A tam znowu oni. (śmiech)

Adrianna: A tam znowu oni, naprawdę. Najgorsze było to, że jej koleżanki, sąsiadki, które chodziły z nią do przedszkola, no i znały się też z osiedla, też chodziły. Więc już coraz trudniej mi przychodziło mówienie jej, że jest za mała, albo że to nie nasza tradycja albo że coś tam. No, po prostu te argumenty już mi się wydawały takie trochę nieadekwatne.

I powiem ci, że w zeszłym roku to był już ostatni rok, kiedy taką strategię powzięłam i powyłączałam domofony, dzwonki, zostawiłam te cukierki. Już te najtańsze też kupiłam. Po prostu stwierdziłam, że okej, wszystko mi jedno. My gdzieś tam poszłyśmy do lasu, później wróciłyśmy. I te dzieci przyszły do nas. I ja już naprawdę, otworzyłam im drzwi, dałam te słodycze, tak że zachowałam się jak prawilna uczestniczka Halloween. (śmiech) Ale wiesz, mojej córce zrobiło się już tak przykro… i widziałam w niej taki żal. No, po prostu taki żal miała, że…, że ona nie może z nimi chodzić. No i obiecałam jej, że za rok to już będzie mogła.

Czyli ten rok to jest teraz i bardzo się do tego przygotowuję i nastrajam psychicznie… Bo już się pogodziłam z tym, że wypuszczam ją na osiedle i pozwalam jej zbierać słodycze, ale tutaj mam drugą córkę, która ma 3 lata. No i co teraz z nią zrobić? No przecież nie puszczę jej razem ze starszą. Ale z drugiej strony to byłoby nie fair, gdyby starsza poszła, a ona nie… No i tutaj jeszcze się zastanawiam, czy po prostu pójdziemy wszystkie… No nie wiem, jak to będzie. Jakoś muszę jeszcze się nad tym zastanowić, ale ten czas się już zbliża i już mi się gorąco robi na samą myśl o tym, ale… (śmiech)

Natalia: Przetrwasz. No to powiem ci, że w zeszłe Halloween moje bliźniaki miały ile? 2,5 roku. No więc w sumie ok, można to przyrównać. I normalnie poszli i się super bawili i dla nich, wiesz co, dla nich w ogóle te słodycze… ok, oni je zbierali i się cieszyli, pokazywali, że mają dużo. Ale ja mam takie poczucie, że oni w ogóle jakby nie do końca rejestrowali, że to faktycznie są słodycze. Nie wiem, czy wiesz co mam na myśli,

Adrianna: Wiem, wiem o co ci chodzi.

HALLOWEEN OCZAMI MALUCHA

Natalia: …że dla nich to było takie, że ok, może coś tam sobie zbierali. Tak, oczywiście oni wiedzieli, że to jest czekoladka czy coś tam, ale większości z tych rzeczy i tak nie znali, więc oni sobie tam trochę tego dnia zjedli, jak już wrócili do domu. Ale tak, po pierwsze, ja jeszcze – to jest też jakaś część strategii – żeby dzieci nie były takie superwygłodniałe tego dnia, tylko żeby zjadły coś sycącego wcześniej. Bo siłą rzeczy… No ok, dzieci mają różne możliwości, zwłaszcza jak jest otwarta furtka jak chodzi o słodycze. Ale wiesz, myślę, że jak się tak porządnie dziecko naje wcześniej… może po prostu jak nie będzie superwygłodniałe, to też nie zje nie wiadomo jakiej ilości tych słodyczy tego dnia.

Więc u nas tak było, że ok – wróciliśmy do domu, oni coś tam sobie podjadali, ale też jeszcze przygotowałam różne rzeczy w domu. Jakieś takie crafty, że robili sobie, wiesz, duszki z waty, robili sobie jakieś malowanki halloweenowe. Generalnie w domu mieli przygotowany jeszcze taki stoliczek z jakimiś tam zabawami halloweenowymi, takimi, które zajmują rączki. Powiedzmy, właśnie z jakąś tam sztuką. Więc oni trochę zjedli, a potem już się przepięli na coś innego i zajęli się właśnie tym malowaniem, wycinaniem i coś tam i tyle. I te słodycze po prostu wiesz, gdzieś tam już stały w kącie i nie byli jakoś super podekscytowani, żeby cały czas je jeść. Więc to się jakoś tam rozeszło.

A potem znowu ja wiesz, przechwyciłam dużą część. Bo ja też… wiesz, czego ja najbardziej nie chciałam? Mnie najbardziej irytowało to, że potem już się kończy Halloween i masz jeszcze pełno tych słodyczy. Jakby tak je wydzielać po, załóżmy dwie sztuki każdego dnia to starczy na cały rok. (śmiech) I mnie to najbardziej, bo wiesz ok, fajnie wydzielać, tylko że wtedy wychodzi na to, że masz taki nawyk w pewnym momencie, że codziennie możesz te dwa cukierki z Halloween, a ich było właśnie tyle, że starczyłoby spokojnie na cały rok.

Adrianna: Tak, dokładnie.

Natalia: Więc to mnie najbardziej denerwowało. No, ale ja zrobiłam za tą złą wiedźmę, cichaczem, nikt się nie zorientował. Więc zobaczę, jak pójdzie w tym roku, ale no, ja po prostu sporo z tego sprzątnęłam. I też potem robiłam tak, pamiętam, jeszcze parę dni po Halloween, że ok, pozwalałam im wziąć te słodycze, ale zawsze na początku dawałam owoc. Czyli ok, dobra, możecie wziąć coś z tamtej piwnicy (śmiech) ale najpierw wybieracie owoc i do tego dołożymy troszkę tych słodyczy. No i potem tak to szło, jak taki wykres, że wiesz, na początku takie podekscytowanie, a potem tak coraz mniej, coraz mniej, coraz mniej. I ja lubię wierzyć, że to dlatego, że jednak mimo wszystko mają dosyć zdrowe nawyki i że może dlatego to zaskoczyło. Ale nie wiem.

Adrianna: Tak, myślę, że to jest świetna strategia i ja na pewno sobie później jeszcze odsłucham ten podcast przed samym Halloween i sobie wynotuję te wszystkie najmądrzejsze tipy, które tutaj padły. (śmiech) I na pewno zastosuję u siebie. No bo tak jak mówię, to będzie dla mnie całkiem nowe doświadczenie, dla moich dzieci tak samo, więc no, muszę sobie przygotować jakąś strategię. Być może też, to znaczy na pewno, ja trochę też demonizuję te słodycze, jeśli chodzi o Halloween. Bo tak, jak ty powiedziałaś, dla twoich bliźniaków to nie było największa atrakcja tego wieczoru. Tylko w ogóle cała ta akcja, że się chodzi, że się coś zbiera, że są ludzie poprzebierani, no coś się dzieje. Myślę, że to jest najfajniejsze właśnie dla dzieci, a te słodycze, dla takich małych dzieci, to jest tylko taki dodatek.

Natalia: Tak, totalnie. Dla nich jest właśnie super to, że oni się mogą przebrać, że wychodzą w nocy, wiesz, że już jest ciemno! I że oni sobie krążą między tymi domami, że gdzieś tam widzą inne dzieci, które są też poprzebierane i że oni jakby, zwłaszcza dla moich maluchów to jest tak, że oni – takie mam poczucie – że są tacy wtajemniczeni teraz, że wiesz, że jest tak ciemno i późno, a oni mogą iść na miasto, tak? (śmiech) I tam krążyć z dorosłymi i ze starszakami.

Adrianna: No właśnie.

Natalia: Więc dla nich bardziej było ekscytujące to, że tutaj była taka dekoracja, a tu taka – no bo w każdym domu coś innego jest przygotowane – niż te słodycze. I oni naprawdę tak je zgarniali, tak machinalnie, wiesz, ale nie było na przykład czegoś takiego, że idziemy między domami, a oni już szybko, szybko wiesz, żeby coś zjeść. Nie, oni po prostu biegali z tymi koszyczkami… Biegali – właśnie – biegali, nawet nie szli, tylko biegali podekscytowani, co będzie w tym kolejnym domu. A mam wrażenie, że te słodycze tak bardzo obok były, wiesz? Więc dasz radę. (śmiech)

Adrianna: Ok, no powiem ci, że powoli zaczynam się przekonywać, tak że dzięki tobie może zmienię swój stosunek do Halloween… To znaczy, tak jak powiedziałam, stosunek mój do Halloween jest bardzo pozytywny. Mam tylko problem z tymi słodyczami najgorszej jakości i ilością tych słodyczy. Ale powoli, powoli się z tym oswajam. Tak że bardzo się cieszę, że zaprosiłam ciebie do podcastu, bo zmieniłaś mój światopogląd w tym momencie. (śmiech)

Natalia: No ja się polecam. (śmiech)

„ZŁOTE RADY” OD PSYCHODIETETYCZKI I DIETETYCZKI

Adrianna: Chyba wszystko już omówiłyśmy, co miałam zanotowane. Został mi tylko taki punkt podsumowujący, czyli złote rady” od dietetyczki i psychodietetyczki – jak mądrze przetrwać Halloween? Dużo już o tym też mówiłyśmy, o tych naszych strategiach, o tych twoich lepszych, a moich trochę gorszych, mniej skutecznych (śmiech). Ale może teraz tak podsumujemy w skrócie, jak to powinno wyglądać, żeby z jednej strony nie budzić frustracji u rodziców, którzy starają się zdrowo odżywiać swoje dzieci, a tutaj takie święto nagle im psuje wszystko. A z drugiej strony, aby nie zaburzyć u dziecka tej relacji z jedzeniem, która jest moim zdaniem równie ważna, co zdrowe nawyki.  

Natalia: No to po pierwsze, ja to traktuję z bardzo dużym luzem i w ogóle się nie skupiam na motywie słodyczy. Nie myślę o tym nawet, powiem ci szczerze, przed tym świętem. Wychodzę z takiego założenia, jak też na co dzień, że słodycze istnieją i ja nie sprawię, że one znikną ze sklepów. Więc akceptuję to, że one są, akceptuję to, że żyjemy teraz w takiej kulturze, w jakiej żyjemy i że nie zmienię jej, więc podchodzę do nich spokojnie. Limituje, ale na spokojnie.

Robię nawet też coś takiego, jak chodzi o słodycze, że staram się nie tyle demonizować słodycze, co chwalę inne rzeczy w diecie. Czyli na przykład bardziej zachwalam owoce albo zachwalam warzywa, albo podkreślam walory po prostu innego jedzenia niż demonizuje słodycze. Wiesz, co mam na myśli? Ja po prostu staram się nie przywiązywać do nich aż takiej wagi i właśnie zmieniłam to podejście z dziewczyny, która była młodą mamą i która autentycznie miała ochotę wiesz, jak na takim meczu baseballa wślizgnąć się tak i: “niee, proszę niee, zabierzcie te słodycze!” … (śmiech)

Adrianna: To ja, to byłam ja! (śmiech) Też, tak samo.

Wychodzę z takiego założenia, że słodycze istnieją i ja nie sprawię, że one znikną ze sklepów. Więc akceptuję to, że one są, akceptuję to, że żyjemy teraz w takiej kulturze, w jakiej żyjemy i że nie zmienię jej. Więc podchodzę do nich spokojnie. Limituje, ale na spokojnie.

Natalia Ligenza, RunWithMum.pl

Natalia: No miałam dokładnie to samo, że po prostu już wiesz, wchodziłam w jakiejś tam towarzystwo i już widziałam jak jakieś ciasteczko zmierza w kierunku mojej córki i miałam takie, że “nieee, nie dawajcie je tego”, a teraz mam takie “ok, luz”. Najważniejsza jest ta baza, tak samo jak u dorosłych najważniejsza jest baza. Jesz, powiedzmy te 80 na 20, gdzie te 20 to mogą być rzeczy niekoniecznie prozdrowotne. To tak samo podchodzę do dzieci, przy czym jasne, staram się, żeby to nie było 20% tylko może jakieś 10.

Ale przekładam to na Halloween i wychodzę z założenia, że jeżeli moje dzieci czasami mogą zjeść słodycze. To to Halloween to nie jest dla nich taka jedna okazja w roku, na którą czekają i o której marzą. Tylko to jest dzień, który, OK, zawiera słodycze, ale zawiera też na przykład to, że się spotykają całą ekipą, że się przebierają, że jest śmiesznie, że jest noc, że jest trochę strasznie i to słodycze są tylko jednym z elementów.

Więc dla mnie taka pierwsza wskazówka to jest to, żeby wyluzować wokół tego, żeby trzymać się tej bazy, którą jest właśnie spoko odżywianie, zdrowe odżywianie, już wyświechtane, ale tak. I wierzyć w to, że po prostu te nawyki, które budujemy w naszych dzieciakach, zaprocentują też nawet w Halloween. Że one po prostu nie będą traktowały tego jedzenia jako coś, co muszą teraz ukryć, bo nie wiadomo, kiedy znowu dostaną te słodycze. Tylko będą ok z tym, że nie zjedzą wszystkiego.

Jeżeli moje dzieci czasami mogą zjeść słodycze, to to Halloween to nie jest dla nich taka jedna okazja wyroku, na którą czekają i o której marzą. Tylko to jest dzień, który, OK, zawiera słodycze, ale zawiera też na przykład to, że się spotykają całą ekipą, że się przebierają, że jest śmiesznie, że jest noc, że jest trochę strasznie i te słodycze są tylko jednym z elementów.

Natalia Ligenza, runwithmum.pl

Natalia: Powiem ci, że ja zauważyłam coś takiego, że moje dzieci przez to, że jednak w miarę zdrowo jedzą, to są w stanie powiedzieć, że coś jest dla nich za słodkie. I że na przykład jesteśmy w stanie pójść na lody i oni jedzą loda, jedzą, jedzą i mówią, że nie chcą go, bo jest za słodki.

Adrianna: O, to u mnie nie ma takiej sytuacji! (śmiech)

Natalia: (śmiech) Ok, ale może dlatego, że ty nie mieszkasz w Stanach. Bo naprawdę tutaj wszystko jest słodsze, więc to też może mieć znaczenie. Podejrzewam, że na przykład w Polsce byłoby ciężej o określenie czegoś takiego. A tutaj faktycznie, czasami te rzeczy są za słodkie. Więc oni też mają tak, że po prostu powiedzą: “o nie, to jest za słodkie, ja tego nawet nie chcę”. Więc może mi jest też łatwiej, bo te słodycze tutaj… (śmiech)

Slodycze na Halloween w koszyczku w sztalcie dyni
Ja naprawdę nie mam nic do Halloween – lubię to święto. Przeszkadza mi tylko ilość tych słodyczy i ich kiepska jakość…

Adrianna: Tak, myślę, że ty też musiałaś zweryfikować swoje poglądy, kiedy tam się przeprowadziliście. Bo o ile tutaj w Austrii istnieją jeszcze takie placówki czy środowiska, czy szkoły, czy przedszkola, które właśnie mają takie podejście do słodyczy, żeby raczej ich unikać i żeby to rodzice decydowali o tym, czy dziecko je słodycze, w jakich ilościach i jak często, w domu. A już ta szkoła czy przedszkole nie dokładają od siebie. O tyle w Stanach pewnie takich miejsc nie ma. Prawdopodobnie…

Natalia: No, ciężko.

Przypomniało mi się teraz, jak to powiedziałaś, że kiedy się tu przeprowadziliśmy i moja córka była w przedszkolu, to była jakaś taka pierwsza impreza tam i każdy miał coś przynieść. I była taka lista przygotowana, wiesz, każdy miał się podpisać pod tym, co przyniesie i ja się wpisałam pod Veggie Straws. I myślałam, że chodzi o to, że mam przynieść warzywa w słupkach. I, na szczęście, gdzieś dosłownie parę dni przed tą imprezą ktoś mi powiedział, gdzie zupełnie rozmowa była nie na temat, ale gdzieś tam padło to słowo, i wtedy się dopiero okazało, że to nie są warzywa pokrojone w słupki. Tylko to są chipsy z posypką o smaku warzywnym. (śmiech)

Adrianna: O nie (śmiech)

Natalia: No, ja bym przyniosła dzieciom warzywa pokrojone w słupki, jakieś selerki, marchewki… I podejrzewam, że by to w ogóle nie zeszło także śmiesznie. Ale no tak, tutaj faktycznie jest zupełnie inaczej. To jest jakby historia na… na inną historię (śmiech) ale na pewno inaczej niż w Europie. Ale finalnie serio, wydaje mi się, że to nie jest aż taki duży deali jak się wyluzuje i jak też dzieciaki po prostu mają jakąś taką samokontrolę chociaż trochę to to święto nie jest tylko o słodyczach, tylko też generalnie o zabawie.

CZY ZDROWE ŻYWIENIE DZIECI JEST PROSTE?

Adrianna: No właśnie, tylko czy dzieciaki mają samokontrolę? To jest pytanie. To pewnie też zależy od wieku, prawda?

Natalia: Okaże się u ciebie. (śmiech) Na pewno też, z perspektywy czasu, ja myślałam sobie, że kiedy miałam pierwsze dziecko, myślałam, że to jest takie proste, bo robiłam BLW, bo moja córka zajadała się selerem, porem… Pamiętam, że kupowałam szczypiorek gdzieś tam, a ona ten szczypiorek jadła po prostu jakby to było jabłko czy coś takiego. I ja sobie myślałam: „wow, ale ogarnęłam!”. (śmiech)

Adrianna: (śmiech)

Natalia: Jak byliśmy na placu zabaw, dzieci z chrupkami, z krakersami, a moja Nadia z ogórkami, z marchewkami… Myślałam: “wow, ale ogarnęłam!” (śmiech). A potem właśnie, zaczęła wychodzić do innych znajomych i innych, innych, innych… I nagle się okazało, że to już nie jest takie proste. Więc myślę, że póki dziecko ma ten roczek, dwa, nawet trzy, to jest dosyć proste, żeby to kontrolować. A potem… to już trzeba się troszeczkę pogodzić z tym, że ono wyjdzie też do ludzi i że nie będziemy mieć nad wszystkim kontroli.

Adrianna: Tak, ja się całkowicie z tobą zgadzam. To jest tak, że dopóki dziecko jest w domu, jesteśmy w stanie kontrolować tę jego dietę bardziej. A później, jak wychodzi z tego domu no to musimy właśnie tak, jak powiedziałeś, pogodzić się z tym. Ale to nie jest dla mnie argument za tym, żeby już od małego, od niemowlaka, wciskać dzieciom przetworzoną żywność. A niektórzy mają takie podejście właśnie, że skoro i tak kiedyś będzie musiało się z tym zetknąć to przecież co za różnica, prawda?

Natalia: Mhm. Tak.

Adrianna: A dla mnie to jest duża różnica, bo uważam, że te pierwsze lata to jest właśnie taka baza, z którą dziecko wchodzi w życie. I teraz moja córka starsza, mimo że ona kocha słodycze… W domu, tak jak powiedziałam, my nie kupujemy takich przetworzonych słodyczy. Ale jak jest jakaś okazja, tort, urodziny, ciasto, no to ona lubi… Ona przyznaje się do tego otwarcie, że ona kocha słodycze. Czy lody. No, lody jemy dość często.

Ale jak jest obiad, to ona nakłada sobie połowę talerza warzyw i ona lubi te warzywa. I ona nie je tych warzyw dlatego, że ja jej mówię, że są zdrowe, że trzeba. Tylko ona je te warzywa, dlatego, że ja jej zawsze je dawałam. Nigdy nie było gadki o tym, że to, że czasem zdrowe, czy że musisz mieć tyle i tyle na talerzu, ważne, czy zjedz najpierw warzywa albo cokolwiek, ona po prostu to naturalnie już weszło jej w krew, że tak powiem. Z tego też jestem dumna. I dlatego też tak bardzo się teraz już nie przejmuję, że ona gdzieś tam zje jakąś parówkę (śmiech) czy chipsy… chipsów może nie, no ale słodycze na pewno się pojawiają… Ale nie robię z tego już problemu, bo wiem, że tą bazę już ma, tak jak ty powiedziałaś.

Niektórzy mają takie podejście, że skoro i tak kiedyś będzie musiało się z tym zetknąć (z żywnością wysokoprzetworzoną), to przecież co za różnica, prawda? A dla mnie to jest duża różnica, bo uważam, że te pierwsze lata to jest właśnie taka baza, z którą dziecko wchodzi w życie.

Adrianna Kazimierska, DietetykaPraktyczna.com

Natalia: No, i to jest w ogóle super przykład, to, co powiedziałaś, bo u mnie jest dokładnie tak samo. I z tym jesteś do przodu, bo jest pełno dzieci, które w ogóle nie jedzą warzyw. A ja właśnie wierzę, że to jest dlatego, że od samego początku te warzywa były. I ok, jasne, że dzieci mają fazy. Czasami dziecko, które je pięknie wszystkie warzywa, nagle odrzuci większość z nich i się fiksuje na dwa albo nawet odrzuci zupełnie. Ale trzeba troszeczkę tutaj się zaprzeć i cały czas konsekwentnie podawać.

Ale ja wierzę, że właśnie to jest efekt tego, że byłaś konsekwentna, bo u mnie jest ten sam efekt. Że mimo, że te słodycze gdzieś tam już powoli weszły, i że kiedy pojawią się na jakiejś imprezie, to Nadia je weźmie, moja córka je weźmie, to z drugiej strony, kiedy już pójdzie na tą szkolną stołówkę tutaj w Stanach i są tam burgery i jest sałatka. To ona weźmie sałatkę, bo nie cierpi burgerów. No więc ja wierzę w to, że gdzieś tam zaprocentowało… (śmiech)  

Moja córka kocha słodycze. Ale jak jest obiad, to ona nakłada sobie połowę talerza warzyw. I ona lubi te warzywa. Nie dlatego, że ja jej mówię, że są zdrowe, że trzeba. Ona je te warzywa, dlatego, że ja jej zawsze je dawałam.

Adrianna Kazimierska, DietetykaPraktyczna.com

Adrianna: Tak, musimy, wierzmy w to, że jesteśmy jednak dobrymi mamami… (śmiech)  

Natalia: Dokładnie. (śmiech)  

Adrianna: …i że sprostałyśmy zadaniu. (śmiech) Ok. A jak zrobiłaś to, że Twoja córka nie lubi burgerów? Czy one są po prostu niedobre?

O warzywach w diecie dzieci pisałam tutaj.

DIETA „AMERYKAŃSKA” I JEJ KONSEKWENCJE


Natalia: Podejrzewam, że to drugie. (śmiech) Wiesz co? Zastanawiałam się nad tym ostatnio, bo gdzieś tam jechaliśmy. Byliśmy gdzieś w trasie i nic nie było. Po prostu nic nie było do jedzenia, a myśmy byli już głodni i moja córka błagała, żebyśmy czasem nie pojechali do maca. (śmiech)

Adrianna: (śmiech)  

Natalia: Stany zepsuły moje dziecko. (śmiech) Bo to chyba nie jest taka klasyka, że dziecko płacze, żeby nie iść do maca. Ale wiesz co? Mi się wydaje, że po pierwsze to jest jednak to, że jesteśmy z Europy. Że ona gdzieś tam zaczynała od innych smaków i to jest przeskok, bo nawet fast-foody w Europie są o niebo lepsze niż w Stanach, moim zdaniem.

Adrianna: Ojej…

Natalia: Po prostu Mcdonald’s w Polsce a Mcdonald’s w Stanach – bez porównania. Mcdonald’s w Stanach jest okropny, tak samo jak jakieś KFC czy coś tam. Ja czasami jadałam w takich miejscach w Polsce. Jasne, że totalnie rzadko i zresztą ja nie lubię takich ciężkich rzeczy, ale czasami się zdarzyło. A tutaj naprawdę – coś okropnego. Więc myślę, że to ma znaczenie. A dwa, że jednak wiesz, te dzieci, które tutaj się urodziły i od małego jedzą takie rzeczy, są przyzwyczajone do tego, że ten ich ser jest taki pomarańczowy i że jest taki inny niż ten, powiedzmy europejski. I są wychowane tych hamburgerach i hot-dogach. Naprawdę to jest okropne, ale są wychowane na tym, więc dla nich to jest takie bardziej naturalne.

Adrianna: Też mają inną tolerancję smaków na pewno. Mniej wrażliwe kubki smakowe mają zapewne…

Natalia: No, dokładnie.

Adrianna: …ponieważ właśnie, tak jak ty mówiłaś, tam wszystko jest słodkie. Podejrzewam, że też takie burgery czy frytki, tam jest pewnie mnóstwo soli, może nawet bardziej niż u nas. No, bo jeżeli już te nawyki żywieniowe są zepsute i ludzie nie nawykli do spożywania naturalnej żywności, no to muszą mieć bardziej podbite te potrawy, żeby im po prostu smakowało. Więc na pewno tak jest. To jest smutne. No, ale tam jest dużo roboty dla dietetyków w takim razie jeszcze i dla psychodietetyków, w tych Stanach Zjednoczonych…

Natalia: Wiesz co, ja się w ogóle zastanawiam, jak to jest? Bo przecież w Polsce, w przedszkolach i pewnie w szkołach też, dietetycy opiekują się menu, tak? No przecież one są ułożone przez dietetyków.

Adrianna: Noo nie zawsze tak jest… nie ma takiego obowiązku…

Natalia: Aha, ok, to ja może żyłam w bańce, ale w tych przedszkolach, z którym mieliśmy do czynienia, zawsze dieta była ułożona przez dietetyka. I z perspektywy czasu dałabym się pokroić za to, żeby moje dzieci tak teraz jadły w przedszkolu, a nie tak, jak mają aktualnie. Bo to nie ma porównania. To, że jakieś kasze to, że nawet, nawet już to mięso, chociaż my jesteśmy wegetarianami. Ale wiesz to, że wszystko było w miarę zbilansowane, i że pojawiały się różnorodne produkty, to jest wow w porównaniu do Stanów. Gdzie właśnie w szkole masz mix hot doga, hamburgera, corn-doga i nuggetsów. (śmiech przez łzy)  

Adrianna: I raz w tygodniu, widziałam, nie wiem, czy to było w twoim menu czy… chyba twoje to było menu, bo u mnie na Instagramie pokazywałam jadłospisy szkolne i przedszkolne z różnych stron świata, i tam też było twoje. To tam było, że raz w tygodniu mus owocowy, dwie łyżki. To było w Twoim menu?

Natalia: Nie, to u kumpeli.

Adrianna: W którymś ze Stanów. I to było jako porcja owoców.

Natalia: Ale nie, nie. U nas była pizza. No, w Stanach pizza jest uznana jako warzywo. W sensie, że jest tam sos pomidorowy, pomidor jest warzywem, więc pizza jest uznana za warzywo. (śmiech)

Adrianna: No.. no tak, to logiczne w sumie… Frytki też chyba jako warzywo?

Natalia: Popcorn. (śmiech)

Adrianna: Słuchaj, Natalia, ale my nie na temat gadamy już teraz. (śmiech) Wróćmy do strategii na Halloween. Ty powiedziałaś właśnie coś, do czego chciałabym się ustosunkować, bo to jest bardzo ważne, żeby na luzie podchodzić. Ja sobie też tak, myślę, że jeżeli ty jesteś zestresowana i sfrustrowana tym, że dziecko ma te słodycze i dziecko wyczuwa to, dzieci wyczuwają takie rzeczy. I dziecko wtedy myśli, że to rzeczywiście jest coś złego, albo że mama tego nie chce, żebym ja to jadła, a to jest takie pyszne, więc je sobie to schowam albo zjem na zapas.

Natalia: Mhm.

Adrianna: I taki to może być efekt. Ja sobie tak to wyobrażam, dlatego och, ja naprawdę muszę… podejść do tego z głową i na luzie, żeby…, żeby moje dzieci traumy nie miały z tego powodu. (śmiech) A druga sprawa to jest właśnie budowanie tej zdrowej bazy, czyli tak jak powiedziałaś, jeżeli podstawa żywienia jest okej, no to jak te słodycze się od czasu do czasu pojawią, to też nie będzie to dużym problemem. Chcemy w to wierzyć tak? Wierzymy.

Natalia: Ja w to wierzę.

Jeżeli ty jesteś zestresowana i sfrustrowana tym, że dziecko ma te słodycze, dziecko to wyczuwa. Dzieci wyczuwają takie rzeczy. I ono wtedy myśli, że to rzeczywiście jest coś złego… albo że mama nie chce, żebym ja to jadł_a, a to jest takie pyszne, więc ja sobie to schowam albo zjem na zapas.

Adrianna Kazimierska, DietetykaPraktyczna.com

A MOŻE BY TAK ZASERWOWAĆ DZIECIOM „ZDROWE” SŁODYCZE?


Adrianna: A jeszcze sobie tak tutaj zanotowałam, że fajnie byłoby – w moim idealnym świecie, gdyby te słodycze rozdawane na Halloween nie takim były takimi najtańszymi, najgorszej jakości cukierkami i gumami i jakimiś takimi czekoladkami, które są w takich ogromnych paczkach sprzedawane po 2 €.

Natalia: Tak, dokładnie.

Adrianna: Tylko, żeby wiesz, na przykład takie właśnie ciasteczka upiec czy jakieś orzechy popakować w paczuszki takie malutkie. Ja sobie tak to wyobrażam, tylko że no, dla dzieci to pewnie nie będzie atrakcja. Pewnie dzieci powybierałyby te kolorowe, przetworzone, a ciasteczka by zostawiły.

Natalia: No, tak podejrzewam. Tutaj w ogóle by to nie przeszło, bo nawet w przedszkolach nie można przynosić rzeczy, które upieczesz sama. Wszystko musi być jakby z linii produkcyjnej, więc to odpada. Ja kiedyś pierwszy raz właśnie upiekłam babeczki. To jeszcze poszalałam, bo upiekłam buraczane.

Adrianna: O, wow.

Natalia: Z kakao, więc wyglądało jak czekoladowe. Buraki, wiadomo, są słodkie, więc dzieci by nie podejrzewały, że to są buraki. Zresztą, w Stanach się nie je buraków, więc na pewno nikt by się nie zorientował. Ale przyniosłam te babeczki i nie mogłam ich nawet podać, bo okazało się, że nie można przynosić takich rzeczy homemade. Więc to by odpadło. Plus orzechy, tak jak powiedziałaś, w Stanach orzechy są na czarnej liście (śmiech) więc by odpadło.

Ale wiem no, jakby da się, jest pełno opcji rzeczy, które są słodkie, a jednocześnie nie aż takie sztuczne. No, ale z drugiej strony one są dużo droższe. I nie wiem, czy u was też jest taki kontrast, ale u nas jest ogromny. W sensie, że te takie najprostsze słodycze, takie najbardziej komercyjne są szokująco tanie. Ja teraz właśnie dosłownie dwa dni temu kupowałam taką paczkę, o której mówisz, taką ogromną właśnie, która starczy na całe Halloween myślę, na wszystkie dzieciaki, które przyjdą. I zapłaciłam jakieś śmieszne pieniądze. A gdyby chcieć kupić podobną objętość, ale czegoś zdrowszego, czegoś właśnie z jakimiś bakaliami i tego typu rzeczami, to ja bym zapłaciła x razy więcej. Plus właśnie – dzieci pewnie by tego nie zjadły. (śmiech)

mama i corka ciasteczka na Halloween
Zamiast kupować tanie słodycze, można upiec coś w domu. Tak, jak ta szczęśliwa matka ze szczęśliwą córką.
Też bym była szczęśliwa, gdybym miała tak czysto w kuchni.

Adrianna: Tak, ale właśnie wiesz, co sobie pomyślałam? Tak sobie pomyślałam, że może by nie zjadły i zapamiętałyby, żeby już tu nie przychodzić za rok. (śmiech)

Natalia: (śmiech) Ewentualnie za rok zrób sobie taką karteczkę, jak na niektórych domach jest, że: “uwaga, zły pies”, to ty sobie zrób: “Uwaga, groźny dietetyk”. (śmiech)

Adrianna: (śmiech) Tak, no wiesz, to byłoby fajne, byłoby proste, gdybym sama nie miała dzieci. Ale, no mam te dzieci i ja chcę, żeby te moje dzieci były częścią tego społeczeństwa, które nas otacza. Nie chcę, żeby się czuły takimi outsiderami z szaloną matką dietetyczką. Więc no tak, muszę tutaj znaleźć jakiś kompromis, no i już się z tym pogodziłam, ale cały czas śmiać mi się chce, jak sobie wspominam te moje strategie sprzed lat, i te moje frustracje za każdym razem, kiedy to nie wyszło. (śmiech) No więc tak, może któraś z naszych słuchaczek też jest teraz na tamtym etapie, więc ja tutaj łączę się w bólu i na pewno ten podcast będzie źródłem wielu inspiracji strategicznych dla takich mam, które są teraz takie jak my kiedyś byłyśmy. (śmiech)

Natalia: (śmiech) No, ale wiesz co, tak sobie myślę, jakbym miała podsumować to wszystko, o czym mówiłyśmy, to moja perspektywa jest taka, żeby podkreślać to, że Halloween jest o zabawie, a nie o słodyczach. I że te słodycze to jest tylko jeden mały element. A frajdą jest to, że można, załóżmy, zrobić jakieś dekoracje, że już ileś dni wcześniej można malować dynie, można je wycinać, można pojechać na farmę dyniową, że już się ten temat gdzieś tam wiesz, pojawia.

A potem, w dniu Halloween super jest to, że możesz się przebrać, tak? Super jest to, że jeszcze coś tam dekorujesz, że coś się dzieje na osiedlu i że jest zamieszanie. Plus właśnie my jeszcze robimy zawsze tak, że przychodzą dzieciaki zaprzyjaźnione, jeszcze bawią się w domu, mają jakieś takie właśnie gadżeciki halloweenowe, jakieś tam światełka, robią właśnie te crafty, coś rysują, coś malują, że te słodycze to jest tylko taki jeden mały element.

Moja perspektywa jest taka, żeby podkreślać to, że Halloween jest o zabawie, a nie o słodyczach. I że te słodycze to jest tylko jeden mały element. A frajdą jest to, że można zrobić dekoracje, że już ileś dni wcześniej można malować dynie, można je wycinać, można pojechać na farmę dyniową… A potem, w dniu Halloween super jest to, że możesz się przebrać, że coś się dzieje na osiedlu i jest zamieszanie.

Natalia Ligenza, RunWithMum.pl

Adrianna: Całkowicie się z tobą zgadzam. Dlatego, że budując taką całą atmosferę wokół Halloween już na kilka dni wcześniej, czy no, na jakiś tam okres, no to właśnie te słodycze stają się takim, no, nie głównym elementem. A tutaj jednak myślę sobie, że w wielu przypadkach wygląda to tak, że jednak Halloween jest o słodyczach, i te dzieci tylko czekają na to, żeby się przebrać, pójść po domach, pozbierać te słodycze, wracają do domu, zjadają. I nie ma tego całego klimatu.

Chociaż też oczywiście domy są udekorowane i tak dalej, i wycinamy dynie i palimy świeczki i to jest też spoko, ale… Chociaż nie wiem, może ja muszę z moimi austriackimi sąsiadkami porozmawiać, zapytać, jak to u nich jest, bo szczerze mówiąc, nie interesowałam się tym za bardzo. Także tak, kolejny punkt na liście do załatwienia przed Halloween. (śmiech)

A jeśli chodzi jeszcze o takie dobre rady, to tak, to zgadzam się ze wszystkim, co ty powiedziałaś, plus jeszcze właśnie to tworzenie dobrej relacji z jedzeniem po prostu traktowanie słodyczy jako elementu diety, a nie czegoś wyjątkowego. I jeszcze tak sobie myślę, potem co zrobić z tymi słodyczami?… A co myślisz, jak by tak podzielić na porcje? Ale nie, to też już o tym rozmawiałyśmy, że te porcje by potem starczyły na cały rok, prawda? To nie jest dobra strategia.

Dziewczynka dekoruje dynie na Halloween motyw jednorozca
Halloween jest nie tylko o słodyczach. Przygotowania do tego święta i tworzenie klimatu to też świetna zabawa.

Natalia: No, bardzo dużo, pewnie różnie w różnych miejscach jest. U nas to są takie chore ilości, że nie, ja sobie nie wyobrażam, żeby to zostawić. Ja po prostu to sprzątam. Ale zrobiłam to już trzy lata z rzędu i nigdy nikt się nawet nie zorientował.

Adrianna: Do czasu. (śmiech)

Natalia: Zobaczę, jak będzie w tym roku. Może wiesz, może ta strategia już przestanie działać, (śmiech) ale póki co ewentualnie bym zrobiła tak, że bo my czasami kupujemy takie słodkie przekąski, ale to są jakieś takie wiesz, typu na przykład żelki, takie paski żelkowe, które są zrobione tylko z soku owocowego albo jakieś takie rzeczy na bakaliach, albo jakieś takie po prostu superproste w składzie. Więc ja bym może po prostu wtedy wiesz, część podmieniła na tego typu. Jeżeli już. Zobaczę, ja wiesz, pracuję na żywym organizmie, na trzech, (śmiech) więc zobaczę, jak będzie w tym roku, ale może takie coś, bo im się też to nudzi i mimo że każdy wiadomo, że każdy może kupić to co chce, to jednak to były w kółko te same słodycze. I po tym, jak wzięli te, które znali, to reszta i tak tam gdzieś wiesz, no…

Adrianna: Jasne, wiem o co chodzi. Ja na pewno wykorzystam z tego naszego podcastu po pierwsze – budowanie klimatu halloweenowego… już w sumie od dzisiaj. Dzisiaj mamy 20. października, czyli to już jest czas najwyższy.

Natalia: Tak.

Adrianna: Na pewno nie będę… postaram się nie stresować tym, że dzieci zbierają okropnej jakości słodycze ze złym składem. Po prostu pozwolę im korzystać z tego dnia, z tego wieczoru i cieszyć się tym. Bo to ma być dla nich radość, a nie stres. No i na pewno zjemy dobry obiad przedtem. Tak, żeby w tym żołądku nie było za dużo miejsca na te “złe rzeczy” (śmiech). I co, i tyle.

A jeśli ktoś nas wysłucha jeszcze przed Halloween… Bo nie wiem, kiedy opublikuję ten odcinek… Ale na pewno będzie to przed Halloween. To dajcie znać, czy wy też macie jakieś strategie, o których my nie mówiłyśmy. Albo może uważacie, że w ogóle jakiekolwiek strategie to jest bzdura i że Halloween jest po to, żeby się bawić, żeby się najeść słodyczy i w ogóle nie macie z tym żadnego problemu. Albo może się u Was też to zmieniło, tak jak u nas?

Tak że ja opublikuję ten podcast, dam post na Instagram i na moim Instagramie @dietetyka_praktyczna piszcie, co uważacie i czy w ogóle wam się podobał ten odcinek. Natalia, czy masz jeszcze coś do dodania w tym temacie?

Natalia: Absolutnie nic. U mnie jest już po godzinie duchów, więc wiesz, wszystko, co mi przychodzi do głowy, to są jakieś rzeczy niezwiązane z tematem. (śmiech)

Adrianna: (śmiech) No dobrze, no to myślę, że zakończymy. Bardzo ci dziękuję jeszcze raz za udział w moim podcaście. To była dla mnie bardzo budująca, inspirująca i otwierająca oczy rozmowa. Naprawdę, mam nadzieję, że nasi słuchacze również tak uznają. Także dziękuję ci Natalia i życzę ci wspaniałego Halloween! I oby ci się Wszystko tam udało co sobie zaplanowałaś na ten wieczór. (śmiech)

Natalia: Happy Halloween. (śmiech)

=============================

Natalia Ligenza, oprócz tego, że jest certyfikowaną psychodietetyczką, jest też trenerką biegania, copywriterką i mamą trójki dzieci, w tym dwojga bliźniąt, co dla mnie samo w sobie już jest nie do ogarnięcia.

Natalię możecie znaleźć tutaj:

INSTAGRAM BLOG PODCAST

=============================

Z rzeczy, o których jeszcze nie powiedziałam, to jest to, jak się mówi po niemiecku „trick or treat”, czyli co mówią dzieci w Austrii, przychodząc do domów i zbierając słodycze.

I sprawdziłam sobie to, rzeczywiście jest to przetłumaczone. Jednak ja nie spotkałam się z żadnym z tych określeń. Pierwsze z nich to jest „süsses oder saures”, czyli „coś słodkiego albo coś kwaśnego (psikus)”. Natomiast takie bardziej dosłowne tłumaczenie to będzie „Streich oder Süssigkeiten”. I tutaj „Streich” to jest dowcip, a „Süssigkeiten” – słodycze. Ale, tak jak mówię, nie spotkałem się z żadnym z tych wyrażeń tutaj w Austrii. Raczej dzieci mówią po angielsku, czyli „trick or treat”. Z drugiej strony, nie byłam dotąd zbyt aktywną uczestniczką halloweenowych zabaw, więc może nie powinnam się w tym temacie, póki co, w ogóle wypowiadać. Sprawdzę w tym roku i dam Wam znać.


Szczerze wątpię, by ktokolwiek doczytał ten transkrypt do końca. Ale jeśli dotarłaś aż do tego momentu, jest mi bardzo miło :-). Przypominam zatem pytania sprzed ok. 30 stron >>> Czy tam, gdzie mieszkasz, Halloween jest obchodzone hucznie czy raczej przemija niezauważenie? Co o tym myślisz? Czy masz jakieś swoje strategie na ten dzień, czy uważasz, że są one nie na miejscu? Daj znać, czy podobał ci się ten odcinek i czy taka forma nagrywania podcastu (z udziałem gościa) jest dla Ciebie bardziej atrakcyjna, czy jednak wolisz odcinki solowe?

Możesz napisać tutaj, w komentarzu lub na Instagramie, pod postem dotyczącym tego odcinka.

Pod tym linkiem możesz pobrać transkrypt podcastu w formie pdf.

Jeżeli wciąż tu jesteś, zdradzę Ci sekret – niedawno wypuściłam na światło dzienne darmowy, trzydniowy jadłospis redukcyjny. Jeśli chcesz sprawdzić, jak mniej więcej wyglądają moje diety, kliknij w ten link i zostaw mi swojego maila, a jadłospis dostaniesz już za kilka chwil, prosto do Twojej skrzynki.

🎃Happy Halloween🎃

Similar Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *